
Dziś po raz pierwszy można było na prawdę poczuć wiosnę. Koło 16 st. C, słońce, świeże powietrze, pierwsze kwiaty w ogrodzie... Od razu oczami wyobraźni widzę moją ulubioną łąkę przy strumieniu. Słyszę pociąg w oddali, szum wody z bliska, widzę niebieskie, czyste niebo, słońce świeci. Leżę sobie i ten dźwięk gitary... Dobra, tylko kto na niej gra, jak nie ja? No way, wyobrażenie niemożliwe. I zbyt optymistyczne. Bądźmy realistami (albo i pesymistami). Strumień śmierdzi, w gitarze pęka struna, po chwili zbierają się chmury burzowe. Nim wrócę do domu, porządnie moknę. Tak, druga wersja znacznie bardziej odpowiada mojemu szczęściu, które niegdyś uśmiechnęło się do mnie słodko, rzekło "Spierdalaj, kochanie" i odeszło. Ot co. Taka sobie notka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz